Narzędzia część druga

Ciąg dalszy wyprawy po narzędziach. Kontynuujmy przebieżkę po tych metalowych, żeby wyczerpać już ten temat, zwłaszcza, że nie ma ich aż tak wiele. Niektórzy jeszcze dzielą narzędzia na aktywne i pasywne – aktywne to te, którymi się macha, pasywne – te, które mogą sobie leżeć i nawet w trakcie leżingu robią swoją robotę. Moim zdaniem to przerost formy nad treścią, ale ogólnie zrozumienie znaczenia i sposobu używania metalowych narzędzi wymaga czasu.

Noże i inne magiczne ostrza

Najbardziej typowym przykładem jest nóż z czarną rączką. Używa się zazwyczaj nazwy „kustura” lub „kostura” (w bezpośrednim tłumaczeniu to znaczy tyle co „szkielet”). Czasami noże w ogóle nie mają rączej (ponoć na terenach Czarnogóry tak jest, ja widziałem jedynie wersje z rączkami). Tradycyjnie rękojeść powinna być wykonana z rogu czarnego barana – powinien to być prawy róg.

Jak widać po zdjęciu – nie są to jakieś wysublimowane magiczne ostrza. Nóż numer dwa to nic innego jak polski wz 98a – wyprodukowany z myślą o wojskach specjalnych. Czarny kolor ostrza to wynik oksydacji chemicznej, rączka to nic innego jak olejoodporna guma. Jest bardzo dobrze wyważony i to jest kolejny plus tego typu konstrukcji. Numer trzy to Fairbairn-Sykes. Rękojeść aluminiowa, z rowkami co ułatwia operowanie nim mokrą dłonią. Uważam, że ostrza powinny być przede wszystkim dobrze wyważone i idiotoodporne jeśli idzie o ich utrzymanie w dobrym stanie. Oczywiście mam też jakieś fikuśne egzemplarze, ale nie używam ich na co dzień, bo są niewygodne. Nóż z białą rączką jest być może nieco fikuśny, ale przydaje się w niektórych rytuałach. Kształt ostrza jest przydatny – czasami trzeba zawiązać czerwoną albo czarną przędzę do zaklęcia i ta wystająca część jest wtedy jak znalazł. Początkowo wystarczy taki z czarną rączką, ale niektóre zaklęcia wymagają białego.

Istnieją opisy etnograficzne wytwarzania magicznych ostrzy. Teoretycznie powinien być wykuty przez kowala (który jest, z racji swojego zawodu, łącznikiem między światem ludzi i podziemiami), który powinien być nagi w czasie kucia i robić to podczas pełni Księżyca. W praktyce – znam może jedną osobę, która umiałaby coś takiego zrobić. Odpowiednie poświęcenie ostrza w zupełności wystarczy, nie przywiązywałbym aż tak dużej wagi do metody jego wykonania.

Tradycyjnie noże są kojarzone z ogniem albo powietrzem, w zależności od tradycji. Athame uważa się za klasyczne narzędzie czarownic, jest zrównany w swoim znaczeniu z mieczem. Z kusturą to tak nie działa 😉 W sumie to on jest związany z Księżycem i wodą, ale z tą ostatnią bardziej się wiąże miska z miedzi…. Także, tradycyjne korespondencje nie będą tu pasować. Poświęcenie noża wymagało umieszczenia go w kociołku z wodą, złapania odbicia Księżyca i tak dalej. Są jeszcze święte teksty (Uslili je Mesece! Ojacaj je Mesece! Osveti je Mesece!) i inne takie tam. Aha, przed wyjęciem noża trzeba jeszcze trzykrotnie skrzyżować ręce nad kociołkiem, bez tego to nie działa.

Pora na nieco większy kaliber. Wrzucam tu wszystkie ostrza niebędące nożami… do tego są jeszcze miecze. Większy kaliber przydaje się do „kładzenia” przestrzeni rytualnej, czasami trzeba machnąć czymś większym niż nożyk, żeby było z polotem. Poza tym wszystkie ofiary ze zwierząt (to się nadal zdarza na wsiach, pisałem o tym kiedyś dawno temu) też wymagają czegoś konkretniejszego. Poza kurami – drób wymaga odpowiednio wytrenowanego nadgarstka, żeby załatwić sprawę. Czasami zakończenie rytuału wymaga też większego ostrza jeśli inwokowana istota jest oporna na polecenie, żeby sobie poszła.

Z mieczami jest inna sprawa – z tym żelastwem się tańczy. Są skomplikowane układy choreograficzne z obrotami i podrzucaniem tego ustrojstwa, ale mam dwie lewe ręce i brak poczucia rytmu, więc nie raczyłem się tego nauczyć. Poza tym raczej się tego nie używa, to nie magia ceremonialna. W czasie rytuałów z rusaljami (to takie panie co to w siebie wciskają różne duchy, krzyczą, piszczą i tarzają się po ziemi – są filmy na YT) w końcowym etapie krzyżuje się miecze i leje się na biedną bohaterkę rytuału wodę, żeby duch sobie poszedł. Dla ciekawskich jak wyglądają chorwackie tańce z mieczami (które są chorwackie, ale z Włoch alb Hiszpanii – w zależności od źródła):

Podrzucam jeszcze linka do artykułu, w którym jest to pokrótce opisane. Artykuł w języku angielskim, żebyście nie musieli wysilać mózgów albo translatorów – link.

Miska miedziana

To narzędzie powinno być wykasowane ze wszelkich annałów czarowniczych (jest jeszcze jedno takie, ale o nim później). Serio, nie znam nikogo, kto byłby jego zagorzałym fanem. Jest to nic innego jak miska wykonana z miedzi. Po jej otrzymaniu trzeba ją porządnie wyszorować przy pomocy piasku, a następnie poświęcić w odpowiedni sposób. Służy ona dwóm celom – używa się jej do poświęcania innych narzędzi przez ich zamoczenie w wodzie. Drugie zastosowanie – wróżenie, sprawia, że jest tak bardzo znienawidzona przez bardzo wielu praktyków. W teorii jest to bardzo prosta praktyka – w misce znajduje się dziewicza woda, w którą należy się wpatrywać do czasu ujrzenia stosownego obrazu. Miskę można „aktywować” poprzez złapanie odbicia Księżyca, ale to jedynie zwiększa jej nieprzydatność. W misce stale powinna się znajdować woda (polecam taką studzienną – po jakimś czasie może się pojawić swojski zapaszek). Wylewa się ją w czasie nowiu, to najlepszy czas, żeby miskę wyczyścić – oczywiście poprzez szorowanie piachem.

W czasie wróżenia w misce mogą znajdować się przedmioty związane z konkretną osobą lub pytaniem. To jakoby ułatwia dywinację, ale tak naprawdę to nigdy nie wiesz, czy bardziej przeszkadzają czy pomagają. Podrzucam zdjęcie Sultany Manojlovic – wykonane w początkach XX wieku, która używa miski do dywinacji. Ponoć była świetna w tym względzie, zdaniem sceptyków jako jedyna wiedziała jak to dobrze robić.

Miski można też używać do uzdrawiania na odległość. Wystarczy wrzucić do miski z magiczną wodą rzeczy należące do pacjenta i odpowiednie ingrediencje (zioła, kawałki zwierzątek i inne takie). Do tego parę mamrotań i efekt będzie spektakularny. Klątwę też się da rzucić w taki sposób, ale to już trudniejsze czary i trzeba sporo doświadczenia, żeby siadło jak należy.

Kości

Opiszę wszystko zbiorczo, ale tak naprawdę w przypadku kości mamy do czynienia z dwiema odrębnymi sprawami – magią i wróżeniem.

Kości są istotnym narzędziem dla każdego szanującego się czarownika. Najczęściej pochodzą z zabijanych rytualnie zwierząt. Po zaszlachtowaniu „ofiary” przystępuję się do preparowania kości. Metod jest kilka i nie będę ich dokładnie opisywał, bo blog nie jest o tym. Niektórzy robią to rytualnie i jakieś tam dziwne rzeczy przy okazji odprawiają, ale nie jest to ważne. Kość to kość, nie ma co cudować. Wytrawienie perhydrolem do bieli nie jest wymagane, to kwestia gustu, jaki kto kolor preferuje.

Oczywiście niektóre kości są ważniejsze od innych, niektórym z nich przypisuje się większe magiczne znaczenie niż innym. Do tych bardziej „chodliwych” należą:

Czaszka – używa się głównie czaszek pochodzących ze zwierząt rogatych. Zdarzają się także czaszki ludzkie (to rzadkość, poza tym w Polsce wchodzą w grę jeszcze kwestie prawne) i psie. Czaszki są używane jako symbol Wyższych Sił, poza tym przydają się do całej masy zaklęć (nie tylko finansowych i klątw). Czaszki psów wiązano z rytuałami oczyszczającymi (ponoć to spuścizna z dawnych czasów i ślady bytności ludów niesłowiańskich na tych terenach). Potrzebne także w czasie rytuałów inicjacyjnych. Często w czasie rytuału są umieszczane w kotle z wodą, czasami gotowane (tu ostrożnie, żeby szwy się nie rozeszły). Istotne są też jelenie, bo (podobnie jak psy) to zwierzęta liminalne.

Mandibula, czyli żuchwa (dla niezorientowanych – to ta dolna, górna to szczęka). Najlepiej jeśli zawiera zęby, ale nie jest to konieczne. Używana przede wszystkim do oczyszczania i leczenia, ale także do pieczętowania rytuałów i zaklęć ze względu na jej powiązanie z mową.

Zęby – wiadomo, magiczne, w dodatku można ich mieć dużo. Noszone jako amulety, czasami proszkowane i spożywane. Tu nie ma wielkiej filozofii, tak po prostu.

Obojczyk – trudny do uzyskania, bo kopytne i domowe go nie mają. Najlepiej mieć znajomości wśród magusów pracujących z grymuarami – zwłaszcza z Grimorium Verum. Może będą mieli na podorędziu kreta, bo ów ssak posiada tę cenną kość. Dlaczego obojczyk jest istotny? Polska nazwa tego kawałka anatomii nie odpowie nam na to pytanie, ale ta łacińska czy np. chorwacka i owszem. Clavicula to nic innego jak „mały klucz” – podczas odwodzenia barku wykonuje ruch podobny do klucza w zamku.

Łopatka – zazwyczaj wołowa, ale tutaj nie będzie przepisu na to jak ją ugrillować albo zrobić z niej gulasz 😉 Kojarzona głównie z wróżeniem i rejonem tzw. Sinosfery, ale wróżenie z łopatki było też stosowane przez serbskich rolników. Mamy to dobrze opisane, ponoć to trudna sztuka. Łopatki są także „magazynem zor” czyli mocy magicznej. Poza tym były tez używane jako amulety ochronne i nośniki zaklęć. Być może są to efekty wpływów muzułmańskich, ale nie ma na to przekonujących dowodów (w zasadzie wiemy, że muzułmanie mieli wpływ na obrzędowość mieszkańców Bałkanów – np. kurban, ale tutaj nie jest to pewne). Dla zaciekawionych podrzucam link do jednego z amuletów z kolekcji Mojżesza Gastera – łopatka z napisami (link do zdjęcia i opisu przedmiotu).

Kościec klatki piersiowej, w skład którego wchodzi mostek oraz żebra. Z racji tego, że ich zadaniem jest przede wszystkim ochrona narządów wewnętrznych (nie tylko, ale to nie jest blog anatomiczny) przed urazami używa się ich przede wszystkim do ochrony właśnie. Poza tym ze względu na kształt i zakres ruchów (dla tych co uczyli się anatomii sformułowania typu „ruch ramienia pompy studziennej” to żadna nowość) bywają kojarzone ze światem zmarłych i komunikacją z truposzami.

Astragalus – ogólnie uznajmy, że ta nazwa określa kości skokowe u owodniowców innych niż ssaki. Z wielu wykopalisk wiemy, że kości tych używano nie tylko w celach wróżebnych. Magiczność kości wynika z jej budowy (ma głowę, szyję i trzon) i funkcji (de facto przenosi cały ciężar na stopę). Lepiej sobie tego nie złamać, bo takie urazy kiepsko się goją i znacznie upośledzają sprawność. W wielu praktykach, w których mamy do czynienia z „przenoszeniem mocy” (że tak to nazwę, choć z wielu względów nie jest to najlepsze sformułowanie) tym nośnikiem będzie astragalus właśnie.

Oczywiście to nie są wszystkie ważne kości – zdarzają się paliczki, rzepki, kości piętowe i tak dalej, ale to już kwestie drobiazgów. Teksty o samych kościach mogłyby zapełnić cały blog (byłoby tego tyle, ile jest guseł ze złotym tronem).

Często spotykam się z pytaniem – czy to się zużywa? Jeśli w czasie zaklęć używa się proszku z kości to tak, kości się wtedy zużywają 😉 Po jakimś czasie warto wymienić instrumentarium. Ogólnie – kości można też ładować i oczyszczać. Znam jednego praktyka, który używa do tego zwierzęcej juchy. Kupuje ją sobie na targu (w Polsce można dostać np. krew na czerninę) i potem mrozi używając foremek do robienia kostek lodu. Potem wystarczy to rozmrozić, dodać wody i umieścić kość w środku. Osobliwa praktyka, ale opisuję ją tutaj niejako dla porządku, żeby dać znać, że ludzie robią takie rzeczy.

W kwestii przechowywania – to są części zwierząt i wypada zachować pewien szacunek. Można owinąć kości w czarne szmaty, co się dobrze sprawdza, bo przy okazji izoluje od brudu i w jakimś stopniu chroni przed urazami. Dobrze się jeszcze sprawdzają skrzyneczki, bo pozwalają utrzymać porządek instrumentarium.

Druga kwestia to wróżenie. Nie wchodząc w mistyczne teologie i mitologie i historie o darach od bogów…. Najprostsza metoda zakłada wzięcie kilku kości i rzucanie nimi. To gdzie jaka spadnie i jak się ułoży w stosunku do reszty podlega dalszej interpretacji. Kości można też opiłować i zrobić ścianki, umieścić na nich symbole i tak dalej i tak dalej. Małe nadają się do tego świetnie, nie trzeba tego mocno obrabiać. Przyda się też kilka kości długich, symbole umieszcza się wtedy na końcach i patrzy jak to się układa w całość.

Zasadniczo kości używane w celach dywinacyjnych nazywamy „kokala”. Słowo ‚kokalo’ (które znaczy po prostu kość) jest kojarzone z językiem romskim, ale pochodzenie jest ewidentnie greckie (w grece bizantyjskiej było to κόκκαλον). Podejście do używania tego narzędzia jest inne niż np. kart – kości pokazują możliwe rozwiązania, nie zawsze odnoszą się w ogóle to przyszłości jako takiej. Odpowiedź na pytania typu „czy jestem w ciąży?” (to akurat prosta sprawa, bo nie mam macicy) albo „czy on mnie kocha?”. „czy oglądał moje zdjęcia na fejsiku/insta/innym-takim-czymś?” jest możliwa, ale raczej dość trudna i raczej nikt nie wyciągnie kości, żeby ustalić prawdę. Spotkałem się z przekonaniem, że samo rzucenie kości ogranicza ilość możliwych rozwiązań tylko do tych pokazanych – bogowie są przewrotni (czy szaleni to nie wiem, ale umieją komplikować życia ludzkie).

W kolejnym odcinku będzie między innymi bicz i coś co można nazwać stangiem (ale w wersji innej niż u Roberta – choć on się tam pojawi, bo był „łiczeskowym badassem”). Jeśli mi starczy weny to zahaczę jeszcze o fatałaszki.

Dodaj komentarz