Nie jestem martfy

Nie jestem martfy. Wszyscy ci, którzy tak myśleli muszą obejść się smakiem. Dawno, dawno temu (w październiku 2011 roku) powstały „Wieśne magie i pożytki„. Całkiem nieźle się nawet miały w pewnym momencie, ale potem (w 2017 roku) umarły śmiercią naturalną. Życie realne rządzi się swoimi prawami – jako typowy pracownik polskiej ochrony zdrowia (służba zdrowia umarła dawno temu) zacząłem pracować pierdyliard godzin na milionie etatów. Nie sprzyja to prowadzeniu bloga i systematycznemu pisaniu nowych tekstów. Czasami trzeba jednak spać, a opcja „5% glukoza w żyłę na śniadanie, obiad i kolację” to nie moja bajka.

„Wieśne magie…” umarły i postanowiłem, że nie ma sensu wskrzeszać trupa. Czasami lepiej zasypać go ziemią, ubić ją szpadlem i nie odkopywać. Przez te wszystkie lata zmieniłem się ja (leciałem samolotem, byłem w zoo i w ogóle), moje poglądy na pewne sprawy i inne takie tam. Stąd „Guślarskie wprawki”. Prawdę mówiąc nie sprawdzałem, czy nazwa „Młot na Ezograżyny” jest zajęta. Zapewniam, że mój język nie stępił się ani trochę, ponoć jest ostrzejszy niż kiedyś. Zobaczymy. Niemniej jednak zostaliście ostrzeżeni :>

Jestem zdecydowanie nienowoczesny, więc nie pójdę za trendem „wiem wszystko na każdy temat i podzielę się moją (nie)wiedzą”. Blog będzie poświęcony temu na czym się jednak znam – głównie będzie o ludowym czarownictwie, choć nie tylko, bo i jakieś wstawki medyczne czy psychologiczne pewnie się trafią. Będą też pewnie polemiki z fejsbukowymi dyskusjami z grup, na których robienie zrzutów ekranu grozi banem. Niektóre powodują martwicę mózgu – jestem odporny, więc przemęczę się z lekturą za Was. Ezoszeptuch, uzdrawiania czakr jajeczkami też nie zabraknie. Recenzji strasznych książek takoż – długie dyżury nocne i dobowe są idealne na takie lektury.Specjalnie wybrałem taki target, o którym mało kto pisze – będę się mógł wymądrzać do woli.

Istotą ludowego czarownictwa jest przenikanie się różnych elementów – głównie pogaństwa i chrześcijaństwa (choć nie tylko). Taki będzie też ten blog; będzie pstrokaty niczym romska kiecka, ale dzięki temu także różnorodny i ciekawy. Pomysł jego założenia zbiegł się z obchodami tzw. Kukerovden. Kukierzy (ludzie przebrani w maski z przyczepionymi do pasa dzwonkami) tańczą w pochodzie poruszając dzwonkami i wywołując hałas, który ma odstraszyć złe duchy. Specjalnie wybrani uczestnicy odgrywają pantomimę mającą znaczenie agrarne (oranie ziemi, poród, śmierć i zmartwychwstanie). Mam nadzieję, że będzie to dobra wróżba dla mojego nowego sweet blogaska 😉

Na temat wicca nie będę się tutaj za dużo produkował – są osoby, które znają się na tym lepiej, a poza tym praktykę plucia na ikony wolę pozostawić w worku z folk witchcraftem. Może jakaś wiccanka, która jest nią od tygodnia i chce się tym podzielić ze światem zostanie tu zrecenzowana, ale raczej nic więcej. Wicca eklektyczne (co to je autokorekta zamienia na elektryczne) zawsze dobrze się klika.

Ogólnie – będzie strasznie :>


Dodaj komentarz